Nieporadnik pakowania walizki.

Nastał dzień, w którym sprawdzę czy rycerz dalej uważa, że w naszym kraju dzieje się dobrze i smacznie śpi.
Najpierw jednak muszę znaleźć sposób na złamanie stereotypu, który mówi, że baba na pięciodniowy wyjazd pakuje pół szafy. W tym celu na pewniaka wyciągnęłam małą walizkę 35×50 cm. Upchnęłam dwa ręczniki, trzy kurtki, 5 par leginsów, dwa swetry i o wsadzeniu majtek nie ma już mowy.

Jak standardowa kobieta zadzwoniłam do koleżanki, z którą będę uskuteczniała podboje Podhala za 5 stów i zapytałam w co się pakuje. Okazuje się, że ona też postanowiła łamać stereotypy. Tylko skuteczniej niż ja.

Przytargałam walizkę 50×100. Patrzę na nią i myślę: NO WSTYD. W zeszłym roku spakowałam w nią na 5 dni całą rodzinę. A teraz jadę sama. Z tym, że w zeszłym roku nie wzięłam ani kurtki przeciwdeszczowej, ani jakiejkolwiek innej na zmianę, w związku z czym gdy w ostatni dzień wyszłam kupować pamiątki i złapał mnie srogi deszcz, to wykręcałam z niej wodę jeszcze następnego dnia. Wracałam mokra 200 km. Było 0 stopni i padał śnieg.

A KTO BĘDZIE WIEDZIAŁ, ŻE TY JEDZIESZ NA 5 DNI – spytała moja towarzyszka.
No po pierwsza ja, po drugie mój mąż, który już podniósł brwi widząc w co chcę się pakować, a po trzecie pani Ula, która dalej utrzymuje, że wyjedzie po nas na dworzec. Przecież pomyśli, że się wprowadzam!

Trochę pomyślałam i postanowiłam trzymać się planu z małą walizką. Okazało się, że całkiem dobra, tylko odrobinę za płytka.

No cóż. Wezmę jeszcze tylko małą torbę. I plecak. Jak dobrze pozwijam szmaty w rulony i dopchnę kolanem to może wejdzie jeszcze jakiś uchodźca (raczej z Korei niż z Syrii).

Leave a Reply